Zabawy w poezję
wtorek Sierpień 22nd 2017

Najlepsze blogi

Blogi

Banksy był

początek wakacji nie był dla Miriam
szczęśliwy bo ktoś nie wiadomo po co
nocą nasprejował hidżab na jej wizerunku

w Pomrocznicy Wielkiej na Podkarpaciu takie
rzeczy nie zdarzają się często i nie bardzo
było wiadomo kto mógł jej to zrobić

na wszelki więc wypadek wieść gruchnęła
że jakiś cud w Pomrocznicy się zdarzył

przyjechali źli pątnicy
kościół spalili plebana wygnali
i położyli kamień węgielny pod meczet

skaranie z tymi grafficiarzami

obłąkanie

wysłałem wici do żywych jeszcze
ale umarłych przed czasem
z prośbą o cząstkę ich obłędu

przemierzyłem domy dusz
snułem się po ciemnych korytarzach
by spojrzeć na sprawy

jeden powiedział mi o zrozumieniu
że wszystko w życiu jest proste
niestety nie chciał wdać się
w szczegóły

inny posiadł wiedzę o tym jak żyć
żeby nie krzywdzić innych
też nie chciał się podzielić

był taki który poznał
prawdę o Miłości
dlatego oszalał

najbardziej przekonywujący był ten
który twierdził że ziemia jest płaska

jemu trudno było nie uwierzyć
diabły pilnują nas w poszukiwaniach prawdy

i jak mówić?

mówić wbrew pozorom nie jest łatwo
bo czasami słowa nie słowa znaczą
ku zdumieniu nie brzmią
i trwają w milczeniu
pośród pustych ścian wyobraźni

na których nawet
jednego nie ma obrazu
gdzie płonie tylko licha świeczka
nadziei na zrozumienie

kochać wbrew pozorom nie jest łatwo
bo czasami miłość nie miłość znaczy
ku zdumieniu nie brzmi
lecz milczy
w uśpieniu
wśród wyobrażeń

o niej
i nas samych

sam już nie wiem

kwitną bzy
kasztany
alternatywa
trawa żywa
ptaki śpiewają

jest

myślę dobrze, bo jestem zdrowy.
najważniejsze chyba.
słońce i ptaki śpiewają. dzieci – całkiem dorosły, nie muszę się o nie martwić.

pokończyły szkoły, mają świetną pracę za pieniądze. córka jest w ciąży,
więc niedługo zostanę dziadkiem.

mam niewielu przyjaciół, za to prawdziwych.
kobieta, która zawsze była największą miłością

siedzi obok na krześle
trzyma mnie za rękę.
ciepło jest i słonecznie.
bo to maj

pieniędzy nie mam dużo, ot tak w sam raz,

żeby nie trzeba było się martwic.
siedzę we własnym domu. niewielki,
wystarczający. ogródek przy nim taki,
żeby narobić się nie szło.
gruszki i jabłka same urosną.
dadzą cień do pisania.

piszę farmazony od czasu do czasu.

ludzie lubią mnie czytać i sprawia im to przyjemność.
więc robię to dla nich
jest dobrze. jest cholernie dobrze

wspomnień nie mam.

to ważne,
żeby nie było wspomnień
żadnych.
no może jakieś tam resztki, ale tylko tych dobrych.
poza tym – żadnych wspomnień.
są złem.

czajnik

o półświcie lubię patrzeć
w okna wieżowców
na ogromnej szachownicy
rozświetlają się kolejne pola

ktoś właśnie włączył czajnik z wodą
na marzenia i czeka

w mieszkaniu na szóstym piętrze
tym bez perspektyw nie mają czajnika
sny gotują w balii z brudnymi pieluchami
i suszą je na balkonie

na piątym mieszka alkoholik
na dziesiątym nikt

umarł
czekając przy czajniku

Piosenka o populiście

Bo jeśli ślub brać to najlepiej z populistą,
który obieca, że ci w życiu wszystko da.
Jeśli się zwiążesz z populizmu aktywistą,
to słowo dawać wyruguje słowo brać.

Bo żeby nie wiem nawet jakim był kanalią,
on ci obieca u twych stóp dywanik z róż.
Nie anarchista, komunista, Diogen z balią,
lecz populista z lewej, z prawej – istny cud!

Nie komunista, anarchista czy dyktator,
ni żaden lewak czy faszysta – bo to smród!
Wystarczy, że maleńki ma manipulator
który w twych zmysłach sugerować będzie wzwód.

…lecz kiedyś może się zdarzyć tragedia
że wszyscy anty ci populiści
zapragną widzieć jak dynda na drzewach
zewłok kanalii wśród zwiędłych liści…

dlatego:

Trzeba być głupszym niż najgłupsza w świecie krowa,
żeby uwierzyć populiście w potok słów.
Bo wciąż historia tego uczy nas od nowa,
że dookoła pełno ściętych leży głów…

Tak więc uważaj moja miła panno młoda.
Zanim uderzy ci do głowy taki plan.
Bo zadyndała już niejedna białogłowa,
tam gdzie zadyndał pośród liści mąż i pan.

reminiscencja

dzieci w parku
te kropeczki na trawie to łzy
czy złote okruchy pamięci
grające w berka
z nami

jak pisać wiersze

wiersz w kolorze maków powinien być taki
żeby maki
muśnięte tym wierszem
całowały

dzień w którym zniknęło niebo

 

pamiętam doskonale

wyszedłem przed dom popatrzeć do góry
a tam po prostu nieba nie było
tylko chmury
płynęły nie wiadomo po czym

ptaki tłukły skrzydłami o ziemię
bo przecież nie miały dokąd wzlecieć
i tylko bezzębny pijak przy śmietniku
wydawał się być zadowolony

śmiał się i powtarzał z satysfakcją:
a nie mówiłem? nie mówiłem?

Zigeunerlager

czasami moje osiedle
pachnie tyfusem

jest jak skażone promieniotwórczo
bo czas połowicznego rozpadu
upodlenia
jest dłuższy niż najtrwalszego izotopu

dwa kroki od mojego domu byli Cyganie
tam tyfus był najstraszniejszy

strach
dwóch tysięcy sześciuset osiemdziesięciu dziewięciu romskich dzieci
pachnie mi pod oknami
w forsycjach
dzisiaj

„Nikt z tych Cyganów nie ocalał. Ich domy, po dezynfekcji, wróciły w obręb getta. Druty zwinięto, krew na ścianach zamalowano, żadnych śladów zbrodni…Wszyscy byliśmy wstrząśnięci.

Sara Zyskind, Światło w dolinie łez, s. 92.”

 Page 1 of 6  1  2  3  4  5 » ...  Last »