Zabawy w poezję
wtorek Sierpień 22nd 2017

Najlepsze blogi

Blogi

Piosenka o poezji

to moja wierszowana odpowiedź na tekst,i piosenkę, która mnie prześladuje od dłuższego już czasu.tu można sobie posłuchać podkładu. http://www.muzyczka.pl/demo_mp3/_04681_demo .mp3
autorem muzyki jest Igor Talkow. tekst, który mnie zainspirował, przetłumaczyła Łucja Matulewicz.oryginał śpiewa E. Geppert.
=================================

poezja zamieszkuje w nas przypadkiem
przychodzi czasem nie wiadomo skąd
tylnymi drzwiami naszych dusz ukradkiem
zakrada się jak nieproszony gość

jesienią nam maluje w barwy drzewa
i wiatrem reperuje stary płaszcz
ukryte dawno myśli chce wyśpiewać
by przypominać co zginęło w nas

poezja nas odkrywa niespodzianie
używa nieużytych jeszcze słów
czasami ją piszemy na kolanie
a ona nas z tych kolan w górę znów

poezja to lekarstwo na płakanie
gdyż z łez powstaje często piękny wiersz
to takie Twoje małe zmartwychwstanie
opisać, opowiedzieć o nim chcesz

poeto…

Dobry czas dla tyranów

znów nastał dobry czas dla tyranów
z makatek złażą i z dywanów

zakurzonych

choć byli dawno powieszeni
na ścianie pośród głów jelenich…

gdy ziemia znów się płaską staje
poprzez niewiedzę i nieuctwo
dajemy wtedy panowie panie
władzę tym wszystkim kurwomówcom

Kiedy zaczyna się życie?

od dzisiaj masz odpoczywać
w lenistwie się pławić a teraz
widzisz ten kurz na podłodze?
od tego się nie umiera!

kolację zjemy na mieście
nie musisz pierogów lepić
bo przecież w końcu
nareszcie
wyszły już z domu dzieci
i psy pozdychały

my wolni

możemy iść w końcu na kawę
zanim ponury ogrodnik
posieje nad nami trawę

La danse macabre – walc

danse macabre
włosy wiatr
kościotrupy
i nadgniłe panie
sensu brak
wiec nijak
nie ma szans
żadnych na pożegnanie

naszych głupich ról
próżnych póz i bzdur

danse macabre
sens nam skradł
mózg wyżera
trupi jad

nie tak dawno
pamiętam – tańczyłaś
miałaś parkiet
orkiestrę i tusz
dziś aleja z brzóz
zapach zwiędłych ust
wieje wiatr minął świat
już nie przypominasz róż

danse macabre, danse macabre
danse macabre mój ty miły kwiatuszku
danse macabre ty i ja
ale ja nieruchomy już w łóżku

widzę jak przez sen
ten majowy dzień
w którym ty
ja i świat

danse macabre
nam życie skradł

Ram pam pam, czyli mecz o wszystko

Ziutek był bardzo poruszony. Chodził po kwadracie wte i wewte, gestykulował, gadał coś. W jego oczach przesiąkniętych miłością do samego siebie błyszczał zapał.Podkute buciory wybijały na deskach podłogi dziarskie ram pam pam. Ram pam pam. Brzmiało to jak werble jakieś albo inne bębny bojowe. Ram pam pam…
Wszedłem do niego akurat, gdy stał przed lustrem i ćwiczył gest powitalny rzymskich legionistów.
- Powitać, Ziutek – zasalutowałem do gołej głowy.
- Powitać – odsalutował ręką wyciągniętą skośnie ku górze.
Zamarł w tej pozycji przez chwilę, a ja zobaczyłem przed sobą powiew historii. W tej postaci, w jakiej jej, znaczy tej historii, nie lubię. Coś mi źle zapachniało.
- A tak w ogóle, Ziutas, to co ty robisz? – zapytałem, obserwując jak ten ćwiczy gest napoleoński.
- Święto mamy! Nie wiesz? Święto. Najważniejsze dla wszystkich Polaków Święto – zagardłował jakimś natchnionym głosem
- Będę się napierdzielał – dodał.

Poprawił klamrę od paska. Zobaczyłem na niej napis „got mit uns” coś tam, czy jakoś tak. Klamra była duża i wyglądała na starą. Po chwili zaczął na swoje spasione cielsko wciągać koszulkę z symbolem kotwicy , w którą wpisane są litery P i W.

- Co to jest? – zapytałem licząc na jakieś wyjaśnienie tej poplątanej i skądinąd wykluczającej się symboliki.

- To świętość jest – niemal wyszeptał.
- Co?
- Ta pacyfa Polski Walczącej – odparł.
Ręce mi trochę opadły. Pacyfa! Ja pierniczę, Ziutek. Wiem, że Ziutek ma tylko ukończone gimnazjum, ale sądziłem, że gimnazjum daje chociaż odrobinę podstawowej wiedzy. Zawiodłem się. Nie daje. Dlatego w tym momencie przeszedłem na stronę zwolenników likwidacji tej formacji szkolnej.
- Ziutas. Ty wiesz co na sobie nosisz? – zapytałem go ostrożnie.
- Jasne. To znak. Najważniejszy dla wszystkich Prawdziwych Polaków. I Patriotów. To symbol naszej dumy narodowej – wyrecytował jednym tchem.
- Polski Walczącej – dodałem po cichutku.

Ziutek zamilkł. Popatrzył się w ciemną czeluść własnego mózgu.Nie wiem, co tam ujrzał, bo mordę miał jak zwykle tępawą, ale coś musiał ujrzeć. Coś na pewno.
Bo powtórzył za mną:

- Polska Walcząca, Tak.-

A przez jego twarz przemknęła husaria, kawaleria i inne bzdety rzucające się z szablami na czołgi głupoty nauczanej w patriotycznych kółkach zainteresowań.

Nabrałem głęboko powietrza w płuca, wstrzymałem na chwilę oddech i wyrzuciłem z siebie jakby od niechcenia, pytanie, które nurtowało mnie od jakiegoś czasu, a które chciałem już zadać niejednemu takiemu karkowi np. w tramwaju. Ale bałem się .Ale Ziutas niejako oswojony, to się odważyłem.

- Ziutas, a z kim dzisiaj Polska walczy? – rzuciłem w jego kierunku i odskoczyłem na bezpieczną odległość.

Ten spojrzał na mnie z pogardą niejaką, wyssaną z mlekiem. Gdyby oczy mogły napluć w oczy, to moje byłyby całe mokre.

- Z każdym. Ze wszystkimi – zaczął najpierw powoli.
Ale z biegiem czasu jego wypowiedź nabierała rozpędu, a jego słowa niosły się wyżej i wyżej aż rozbrzmiewać zaczęły pod sufitem kwadratu jak dzwony niebiańskie jakieś.

- Ze wszystkimi! Ale najbardziej to z pałami walczymy, zawsze i wszędzie albo oni nas albo my jeich. I z żydami walczymy. Polska dziś walczy z każdym, kto nie jest Prawdziwym Polakiem. Z tą unią walczymy, z ukraińcami i ruskimi też. Ze szwabską Merkel walczymy z wrogami kościoła się bijemy tymi wewnętrznymi też…

- Z Papieżem?!- udało mi się wrzucić. Nie usłyszał.

…z imigrantami i arabskim badziewiem, z uchodźcami nawet tymi z Kazachstanu. Z cyganami i z innymi kurwami.

Tu zrobił krótką przerwę. Na oddech. Po czym dodał:
- O! Nasi na przykład dzisiaj będą napierdzielać się z Rumunami, bo mecz w Bukareszcie. Nasi już tam są! Będą Walczyć z rumskimi pałkami.

I po chwili wystękał:

- Cała Rumunia zobaczy dzisiaj, czym jest Prawdziwy Polak Patriota. Spuścimy im łomot z okazji naszego Święta Narodowego.

Wyszedłem. Od Ziutka. Bo pogoda ładna. Pójdę na spacer, zanim słońce przyjmie brunatny kolor.
Zanim przegramy ten mecz.O wszystko.

W przeżywniaku

w przeżywniaku na zadupiu
smak rachatłukum

wspomnienia
do przejrzenia
na oczy
z wyrozumiałością leżą
obok koncentratu
przyznawania się do błędów

taki sklep

Rzecz o zgwałceniu Babci

- Trzeba odkopać Babcię.- Powiedział nagle Ziutek dokończywszy kolejną butelkę piwa.

Był wieczór. Taki sierpniowy. Z gwiazdami nad naszą kamienicą. Z księżycem na bezchmurnym niebie. Ciepło było. Siedzieliśmy jak zwykle przed Naszą Bramą, na krawężniku doli i niedoli, jak nazywał to miejsce Siwy. Dopijaliśmy resztki nędznego piwa po dwa zeta, a Mały jak zwykle kimał już przytulony do pergoli. Mały głowę ma słabą. Nasza kamienica pamiętała jeszcze czasy sprzed wojny. Nie tam jakiejś z Jaruzelskim. Pamiętała te czasy sprzed wojny tej wielkiej, co obozy były. Mąż naszej Babci, on był zza Buga, to nazywał tę wojnę Ojczyźnianą. Dziadek z Babcią żyli w tej kamienicy od zawsze, wychowali nas niejako jednego po drugim. Mówili nam o Ważnych Sprawach.

- Trzeba odkopać Babcię. – Powtórzył Ziutek.

Spojrzeliśmy na niego niejako zniesmaczeni.

- To profanacja! – wybełkotał  Siwy.

- Można zaliczyć mamra .-  Dodał i wlepił oczy w bruk.

Siwy był najbardziej oblatany. Pierwszy raz trafił do poprawczaka w wieku 14 lat. Za czyn nieobyczajny. Obnażył się, bowiem, przed swoją nauczycielką matematyki. I może nie było by w tym nic złego. Zdarza się, że młodzi chłopcy miewają romanse ze swoimi nauczycielkami, ale w tym przypadku to nie miało zastosowania.  Matematyca miała 65 lat, a Siwy zrobił to na oczach całej klasy, pod klasową tablicą. Krótko mówiąc pokazał jej dupę.

- To profanacja.- Wybełkotał jeszcze raz.

- Ekshumacja! – poprawił go Ziutek – czytałem w gazecie. Właśnie chodzi o to, że wszyscy mówią, że to profanacja, ale jeden taki papuga z Warszawy wytłumaczył, że to się nazywa ekshumacja. I to jest ważne wydarzenie państwowe.

Spojrzeliśmy po sobie nieufnie.

- Ściema – wybełkotał Siwy -Jakby było ważne, to by cieciow flagę na klatce wywiesił.

Siwy wie. Bo sam kiedyś cieciował.

Skończywszy długą jak na nas wymianę zdań popadliśmy w zadumę. Browce się skończyły i nie za bardzo było wiadomo, co ze sobą mamy zrobić. Żaden z nas nie pracował, zasiłki z pośredniaka dopiero w przyszłym tygodniu, a jedyna w okolicy dostarczycielka comiesięcznej emerytury, czyli wzmiankowana Babcia, umarła w zeszłym miesiącu. I nagle zgodnym chórem zapytaliśmy Ziutka, wybałuszając na niego gały:

- Ziutek! Tylko PO CO?-

Wiedzieliśmy, że Ziutek ma mózg. I wiedzieliśmy, że jak już zapoda z siebie jakąś myśl biznesową, to ma  w głowie misternie ułożony plan. Tak, więc czekaliśmy, a z wrażenia to Gawron nawet przestał mieć czkawkę.

- Udowodnimy, że Babcia była przed kopnięciem w kalendarz zgwałcona. I TO było przyczyną jej śmierci.

Oniemieliśmy. Bo nie rozumieliśmy zawiłego planu Prezesa, jak go po cichu nazywaliśmy na naszym osiedlu.

- Babki nikt nie zgwałcił – wybełkotał Siwy.

Nie za bardzo wiedzieliśmy, jak by udowodnić, że Babcia była zgwałcona. Przecież w chwili pyknięcia miała 89 lat. Ale i tu Siwy miał gotową odpowiedź.

- Powołamy Komisję – Powiedział.

Aż nam dech zaparło.

- Babki nikt nie zgwałcił – wybełkotał Siwy.

A Ziutas nawijał rozwijając swoją wiekopomną myśl, dzięki której będziemy mieć wszyscy w kamienicy nieograniczony dostęp do piwa w ciągu najbliższych lat.

‑ Musimy udowodnić, że Babcia była zgwałcona i to ją zabiło. Musimy znaleźć sprawcę, przykładnie ukarać go, a następnie uzyskać od niego odszkodowanie za popełniony czyn bo stratę ponieśliśmy wszyscy. Cała nasza Społeczność. – Dodał.

- Chcecie ją wykopać dla doraźnych celów ekonomicznych – wybełkotał Siwy.

Ale w momencie, gdy Prezes Ziutek zaraził nas swoim pomysłem, przestaliśmy zwracać na Siwego uwagę. Zresztą od dawna Siwy był traktowany na naszej ośce, jako człowiek gorszego sortu i nikt tak naprawdę nie zwracał uwagi na to, co on tam bełkoce. Bo on zawsze w zasadzie bełkotał. Wylew miał jakiś czy coś, kiedyś.

I chociaż z początku sceptyczni, a może i nieufni w stosunku do planów Ziutka, powoli zaczynaliśmy czuć siłę. Siłę jednoczącą nas wszystkich prawych ludzi, którzy postanowili stanąć zgodnie w obronie naruszonej czci Babci. W obronie nawet bym powiedział, historii naszego Osiedla, bo Babka była tego osiedla historią. A teraz leży tam pochowana, zgwałcona w bestialski sposób, pochowana na małym dzielnicowym cmentarzu. A my wszyscy powinniśmy zwrócić jej tę godność, poprzez odnalezienie gwałciciela.

A może ich było kilku?

- Babki nikt nie zgwałcił. – wybełkotał Siwy – zdechła na wylew.

Ale Siwego już nikt nie słuchał. Bo co on może wiedzieć. Tyle tylko, że sam miał kiedyś wylew i posrało się to jego życie fizyka. A my? My zjednoczeni siłą wspólnego działania, wspólnym celem, jakim jest obrona czci nie będziemy słuchać jakiegoś tam fizyka. Po wylewie.

-To, kiedy ją odgrzebiemy? – Zapytałem.

- W nocy. Najlepiej w nocy.

-Dlaczego wtedy?

- Żeby nie widzieć. Co Ty kurna myślisz, że przyjemnie jest oglądać trupa, który od miesiąca w ziemi leży?

-To skoro jej nie zobaczymy, bo się będziemy brzydzić, to jak udowodnimy ludziom, że była zgwałcona?

- Nie musimy. Wystarczy, że powiemy. Wystarczy, że wszyscy głośno krzykniemy ZGWAŁCILI BABCIĘ. Zwłaszcza, jak będzie nas dużo. Bardzo dużo. Całe Osiedle, wszystkie kamienice z naszej dzielnicy, może nawet jeszcze ludzie z Młodkowskiej i Kamiennej? I wszyscy krzykniemy, że babkę zgwałcili. To wystarczy. Uwierzą Ci, którzy nie wierzą. A poza tym prosty argument:

- Przecież gdyby nie była zgwałcona, to po co byśmy ją wygrzebywali, nie?

Spojrzeliśmy na niego z szacunkiem. Prezes to jednak kurna prezes jest.

- Babki nikt nie zgwałcił. – Wybełkotał Siwy.

Teraz to sam miałem ochotę palnąć w tę głupią paszczę. Skąd on może wiedzieć, zgwałcili nie zgwałcili? Był przy tym? Widział jej agonię? Nie! Widział, czy ją zgwałcili czy nie zgwałcili? Nie.

Co z tego, że ją znaleźli tydzień po śmierci, w stanie rozkładu? Skąd można wiedzieć, że nie była zgwałcona?! Lekarze powiedzieli? Ha, ha! Lekarzy można przekupić, prokuratorów też – wszyscy są przekupni. Tylko my zwykli, mali ludzie dostajemy później w tyłek od wszystkich, bo nas kurna NIKT nigdy nie chce przekupić. Babka nie była zgwałcona? A skąd to kurna można wiedzieć? Jeszcze raz pytam. Był ktoś przy tym?

I czym bardziej zaczęła we mnie rozwijać się złość, czym bardziej zacząłem nienawidzić tego świata za wszystko, co mi uczynił, tym większej nabierałem pewności: BABKĘ ZGWAŁCILI. Oni. Ci wszyscy Oni, których twarzy nigdy nie widzimy, którzy ukrywają się w cieniu, którzy mącą za naszymi plecami, po kryjomu i mają satysfakcję z tego, że nam dowalają. Nie widzimy ich nigdy. Ale oni są. Mam pewność. Mam taką pewność.

- Zamknij się, głupcze – wycedziłem przez zaciśnięte zęby – zamknij.

- To zbezczeszczenie – wybełkotał Siwy – zbezczeszczenie!

- Zamknij się, Kretynie! Słyszysz? – Wrzasnąłem.

- To Oni chcą wojny! Rozumiesz? I my damy im tę wojnę! I będziemy mieć własną. Swoją. Ojczyźnianą. Pokolenie bez wojny w końcu musi sobie wymyślić jakąś wojnę. Żeby miało, o czym wnukom opowiadać, Kurna, rozumiesz? Żebyś miał, co w końcu wnukom opowiedzieć. Bo jak nie, to, co im kurna powiesz? Że stałeś w bramie przez całe życie?

Wstaliśmy. Po nowe horyzonty, które nakreślił nam Ziutek zwany Prezesem. I po całym naszym osiedlu, ba, po całej naszej dzielnicy rozległ się nieludzki nasz wrzask:

LUUUUUUUUUUDZIEEEEE! Babkę nam zgwałcili!!!!!!!!! ZAAAABILIIIIIII!!!!!!!

 

O sensie istnienia

inspiracją Kurt Vonnegut i Kilgore Trout

 

bo gdy taki drożdż
na przykład
się tapla

we własnych
ekskrementach

fermentując
nawet nie czując
że robi
najlepszego na świecie
szampana

- Krug Brut David Sugar
z grawerem „Projekt Przepiórka na kwitnącym drzewie” -

czy to dar?

to gdzie jest sens
proszę pana
tego świata?

bo ja już nie wiem

Nie nazywaj mnie nigdy

nie nazywaj mnie nigdy poetą!
bo poeta potrafi opisać
źdźbło trawy
tak
że kto czyta
łan ujrzy łąk
szelestnych wieczorem

z pojedynczego listka maleńkiej łodygi
gdy kropla deszczu na niej się znajdzie
poeta przez pryzmat kolorów widzi
te rzeczy – nadzwyczajne

w kalejdoskopie spraw rozszczepialnych
marzenia nabierają smaków

on widzi łany zbóż upojne
Ty słyszysz żaby w tataraku
te żyłki co na liściach trawy
dla kogoś zwykle są nijakie
zielone takie proste sprawy…

w pożyłkowane dłonie łapie
wierszoklet jakieś
skojarzenia
i coś tam coś tam
w papier skapnie

z tych jego myśli
od niechcenia

więc
nie nazywaj mnie poetą

Wiwisekcja

wbity
w zbyt ciasny garnitur
w prążki
duszony krawatem
jedzie na Powązki
bohater

już się nie łudzi że świat zbawi
przestawi
sposób myślenia tych
którzy nigdy nie chcieli
Go słuchać
do ucha

grają mu Mendelsona
krwawi cierniowa korona
na boku plaster z opatrunkiem
po wyrwaniu wszystkiego
dobrego
ze środka

myślał że spotka
człowieka uczciwego

nie spotkał

 Page 3 of 6 « 1  2  3  4  5 » ...  Last »