Zabawy w poezję
wtorek Grudzień 12th 2017

Najlepsze blogi

Blogi

Poeta na szczęście

zjawił się od niechcenia
przysiadł
na skraju ramienia
duszy, wiersz napisał
wzruszył

odszedł

dziś patrzę inaczej
taki poeta niewyszukany
na szczęście

Kiedy zaczyna się życie?

od dzisiaj masz odpoczywać
w lenistwie się pławić a teraz
widzisz ten kurz na podłodze?
od tego się nie umiera!

kolację zjemy na mieście
nie musisz pierogów już lepić
bo przecież w końcu
nareszcie
wyszły już z domu dzieci
i psy pozdychały

my wolni

możemy iść w końcu na kawę
zanim ponury ogrodnik
posieje nad nami trawę

Wiosna życia

wiosna na łąkach
już kiełkują kolory
wschodzą poeci

Jesień życia

to liść
malowany
kolorami tęczy

na wietrze
opada

Powerbank cd

Zadzwonił! No nie uwierzycie, ale zadzwonił. Dwa dni temu kupiłem tego powerbanka i od tej pory czekałem. Czułem, że coś musi się stać. Niby rzecz niewielka tylko dziesięć tysięcy miliamperów, ale wiedziałem, przeczuwałem, że te ampery coś zmienią w moim życiu.

Naładowałem ten gadżet i nosiłem dumnie w kieszeni, jak koguty noszą swe grzebienie. Czekałem z niecierpliwością, aż moja komóra się rozładuje, żebym mógł ją podłączyć do tego cuda. A komóra jak na złość nie chciała się rozładować. W końcu przekonałem ją oglądaniem filmów na youtubie. I od tego momentu zacząłem mieć w kieszeni dwa pudełeczka zamiast jednego. Jak serce i dusza. Nierozłączne kabelkiem zasilania.

Minęło popołudnie. I wieczór też minął. Kolację zjadłem. Otworzyłem butelkę wina z prowincji Bordeaux. Miałem w zapasach. Kiedyś trafiłem czwórkę w lotto i nabyłem. Jaka radość.  Przepić czwórkę w totolotka. Marząc o prowincji.

To było ciemnoczerwone o intensywnym zapachu winorośli, z château Medoc. Długowieczne. Szczep Marlot. Na inny szczep nie było mnie stać, bo trafiłem tylko czwórkę. Ale zapach i smak był ok. Nawet na ściankach kieliszka pojawiał się ten osad, świadczący o gęstości. I stanowiący o mięsistości, że tak powiem, wina. Pełny luz i czekanie na to, że ten cholerny powerbank do czegoś mi się przyda. I jak to przy winie bywa. Pierwsza szklaneczka – miłość w gardle. Suchość zanika. Podniebienie już nie klei się do języka, czy odwrotnie. Jak wino nabiera mocy wraz z rocznikiem, tak mój rocznik nabiera mocy wraz z winem. Druga szklaneczka powoduje chęć na trzecią. Poza tym nic więcej nie powoduje. Ale za to trzecia to już wybuch. Myśli, uczuć, gorąca i w ogóle takiego napływu pozytywnych emocji, że nie wiem, co. I tak sobie zacząłem rozmyślać. Co by było naprawdę, co by się stało gdyby faktycznie zadzwonił do mnie sam Pan Bóg? O! Matulu Rozmaita! Ile pytań, ile zdań kładzie mi się na usta, głowa pusta z wrażenia i przerażenia doniosłością faktu. Świat zmienię, ludzi uszczęśliwię mając pewność. Czegoś tam, tylko czego?! Zapytam, dostanę odpowiedź rzucę to w tłum. Zrozumienie. Tak, dam wszystkim zrozumienie. Spraw podstawowych.

A Ty? O co byś zapytał Boga?

Jezu. Tyle słów, tyle pytań, tyle tego wszystkiego! Boże, kto zabił Kennedy’ego?

i co będzie z nami?

Po czwartej szklaneczce nabrałem pewności, że przeprowadzę z Nim bardzo wyważoną rozmowę. Zapytam go na przykład o przyszłość Ojczyzny mojej. To takie ładne i wyważone patriotycznie.

I spytam, dlaczego mi zabrał moją ukochaną kotkę, Punię. Przecież mogła jeszcze pożyć. Koty potrafią długo żyć.

Telefon. Przy piątej szklaneczce.Drrrrrryń.

Nareszcie. Powerbank mruga światełkami. Ładuje komórę, która już naładowana po brzegi w końcu wydała z siebie to wytęsknione przeze mnie dryń.

- Tak? – rzuciłem w słuchawkę po naciśnięciu zielonej słuchawki.

Najpierw cisza, jakieś szmery, po chwili usłyszałem:

- To ja.

- Kto ja? – zapytałem.

- No ja. Pan Bóg.

Ludzie! Nie jesteście w stanie sobie wyobrazić co poczułem wtedy. Moc. I radość ze spełnienia. Ja wiedziałem, ja wiedziałem już wcześniej, że On zadzwoni. Byłem pewien. Wszystko układało mi się w ten schemat. Zwłaszcza po szóstej szklaneczce. Telefon, ten powerbank i w ogóle. I wino.

- Panie Boże! – zdołałem wyszeptać.. – Mam tyle pytań.

- Nie. Jutro. Wiesz co? Zarobiony jestem. Chciałem Ci tylko powiedzieć, że bezsensownie tak się zachwycasz tym rocznikiem twojego Bordeaux. Do kitu jest. Naprawdę dobry z twojej epoki to rocznik 2005. Nie wspomnę tych z czasu Walezjuszów. Pa.-

Cisza w słuchawce.

I wino się skończyło.

 

 

 

Powerbank

To był wtorek chyba. Nie pamiętam dokładnie. Zresztą dni tygodnia, a ściśle ich nazwy, nie mają zbyt wielkiego znaczenia w kosmosie. To nawet głupie nazywać coś, co jest skończone wobec Absolutu. Taka wódka pszeniczna. Jakim trzeba być wyrachowanym sukinsynem, żeby wymyślić taką nazwę dla wódki?
Wieczór był już. Kury poszły spać i rolnicy. Te dwie grupy wcześnie wstają, przez co mają przymus kładzenia się szybko do łóżek. Bo rankiem kury budzi kogut, a rolników problemy z dofinansowaniem z UE. Ja nie muszę wcześnie się kłaść spać. Zwłaszcza po tym, jak ostatnio z roboty mnie wylali. Też skądinąd, we wtorek.Nie pamiętam dokładnie, zresztą dni tygodnia, a ściśle ich nazwy, nie mają zbyt wielkiego znaczenia w kosmosie. To nawet głupie nazywać coś, co jest skończone.

Siedziałem na przyzbie. Przyzba, to takie miejsce w chałupie, gdzie jest najlepszy zasięg wi-fi.Bo nie wszędzie jest taki sam transfer. Na przykład w kuchni jest dużo mniej mega niż w łazience. Ale kiedyś, wędrując z komórką po izbie w poszukiwaniu pokemonów odkryłem przyzbę. I tak tam przysiadłem sobie siedzę, z małymi wyjątkami, do dziś.

O czym to ja miałem powiedzieć?
Pamiętam już. O jakimś tam dniu tygodnia, którego nazwa nie ma żadnego znaczenia w obliczu kosmicznego absolutu.
Zadzwonił do mnie wtedy Kolega. Mam specjalnie ustawiony dzwonek na niego, więc od razu wiedziałem, że będę rozmawiał z Kolegą.
- No? – odebrałem.
- Się ma, człowieku! Jak żyjesz? – usłyszałem w uchu.
- Cześć Kolega! – wyraźnie się ucieszyłem.
I wysapałem w słuchawkę moją ulubioną formułkę:
- Już miałem do Ciebie dzwonić, żeby zapytać, czemu nie dzwonisz, bo jak ja nie zadzwonię to ty już w ogóle nigdy nie zadzwonisz, ale widzę, że dzwonisz. To dobrze jest.

Wszystko w temacie dzwonienia to było. Bo jak nie dzwonimy, to nie znaczy wcale, że nie myślimy o kimś. Czasami tylko nie chce nam się zadzwonić, albo boimy się. Zwłaszcza wtedy, gdy komórkę mamy na ostatnich nogach. Wtedy strach największy jest, bo jak będziemy gadać, to może paść. W pół słowa i niedopowiedzenia zostaną a te są straszne.

Więc nie dzwonimy na wszelki wypadek nie dzwonimy, bo zarobieni jesteśmy.Bo nie chcemy wysłuchiwać tego, że ktoś tam zarobiony jest.I nie dzwoni. Tysiące innych powodów powodują, że oszczędzamy baterie w komórce. Na ten wypadek, że może zdarzyć się coś wielkiego i nieprzewidzianego i zadzwoni do nas sam Pan Bóg i będzie coś tam nam chciał powiedzieć, a nam siądzie fon.
I nigdy już nie dowiemy się, co chciał nam powiedzieć. Muszę kupić powerbanka.
Tak na wszelki wypadek. Gdyby zadzwonił sam Pan Bóg.

O czekaniu na miłość

idę spać
by wyśnić
kolejne paruzje

choć
prodromy ich widzę
od lat

Przyjściem się nawet
nie łudzę

pójdę już
poczekam
na Miłość

O potrzebie przeglądania się

nie pomoże nic gdy twoim życiem
rządzi schemat
w którym anioł stróż twój własny
słów do ciebie nie ma
nie pomoże wtedy nawet
stary dobry Bóg
gdy przed lustrem twoim stoi twój
największy wróg

stłukłeś wszystkie lustra tak więc
zero makijażu
więcej żadnej szminki podczas
kłótni nie zauważysz
będę teraz kochać cię po prostu
tak saute
będę walić prosto z mostu
ty napiszesz wiersz

…coraz trudniej z tobą miły jakoś
mi rozmawiać
odkąd stłukłeś lustra w domu
częściej
się obrażasz

mnie bez szminki bez retuszu także
trudno żyć
chyba kupię jakieś jedno
przejrzysz się i ty….

O poetach

kogo bardziej skrzywdziłaś
siebie czy poetę?

poeta odejdzie
oni szybko odchodzą
w pamięci pozostają
i tyle

na skrzydłach cię niosą
póki rosą
nie otrzeźwi wiatr
zrozumienia

że poeta ma zmieniać świat
zaś Twój jest nie do ruszenia

Kabareciarz

kiedy pogasną światła rampy
i makijażu tłusty kurz
zmiotą ci z twarzy pędzelkami
te wizażystki w Moulin Rouge

gdy lustra wszystkie popękają
w tych garderobach
gdzie był tłum
który tak pięknie adorował
spijając słowa z twoich ust

to co zostanie gladiatorze
po tobie gdy odejdziesz w cień
czy ktoś rozpozna cię po słowie
i śmierć przeżyjesz choć o dzień?

ty lepiej kurz już zacznij zmiatać
porób porządki w swoich szafach
nie byłeś żadnym pępkiem świata
i każde lustro…

 Page 4 of 6  « First  ... « 2  3  4  5  6 »