Zabawy w poezję
wtorek Październik 17th 2017

Najlepsze blogi

Blogi

Nie czekaj

Tak na dobranoc. W dzisiejszym klimacie moim. Z podziękowaniami dla S.B. :-) za jego pisanie.

Nie czekaj

- Masz jeszcze coś do zrobienia , Vladimire?

- Chyba nie. Estragonie.

- A Godot? Przyjdzie dziś?

- Też chyba nie. Myśli płonne.

a ja

muszę jeszcze firanki rozwiesić

to chyba będzie na tyle

piec muszę umyć

tak! dziś go umyję

kiedy on przyjdzie to nie chcę

żeby był zapaprany

wiesz trzeba by jeszcze pobielić ściany

i drzwi nowe wstawić w łazience

patrz  jak zniszczone mam ręce

znów diabli gdzieś wzięli

gumowe rękawiczki

ta chemia

 

po prostu kocham

kawy chcesz?

 

czekając na Godota

możesz przecież napić się kawy

patrz chmury nadchodzą mijają

słońce znika

i pojawia się zawsze

a księżyc nie

Godot to  wie

więc po cóż ma przychodzić

tutaj

u licha?

Na Brackiej

Dziś może trochę z innej strony. Temat, który opisałem nie do końca z wyobraźni. Widziałem tę scenę tysiące razy. W różnych barach w różnych miejscach na świecie

Na Brackiej

cztery wódki
papieros i kawa
cztery smutki
a może ich więcej

papierosów smutków
czy kawy
któż wie
ile zniesie serce

patrzę na pani dłonie
delikatnie pożyłkowane
kremowane były to prawda
lecz i tak puchną
nad ranem
z samotności

ja wiem
widziałem przy barze
takie dłonie jak pani
drżące

erotyki pisane
spojrzeniem
znad szklaneczki martini
na Brackiej

pani oczami się śmiejesz
widzę że jeszcze
źle nie jest
aż tak
by do barmana
uśmiechu nie puścić
spod rzęs

tak proszę pani mam ogień
i służę nim pani uprzejmie
to czwarty papieros
już dzisiaj
i szklanka tak niezupełnie

w połowie pełna czy pusta
usta
ma pani śliczne

cztery wódki
papieros i kawa
cztery smutki
a może ich więcej…

erotyki się piszą na Brackiej
w niedopitej
wódki
szklaneczce

Pamięć. 72 lata później.

Wyobraźnia…Tę rzecz napisałem pierwszego sierpnia tego roku. W zalewie złych słów, które mnie otoczyły, pośród zamętu i nienawiści, moja wyobraźnia podsunęła mi obraz. Tego, co było. I jak to mogło wyglądać.

Pamięć. 72 lata później.

to nic że krew na ustach
Mamo
czarna płucna cieknąca strużką
za późno już na szpitalne łóżko
a i tak takiego tu nie ma

tu ziemia po prostu ziemia
kamień nie został z kamienia
to nawet tak bardzo nie boli
Mamo

tylko oddech jest jakiś krótszy
bolesny i rwie się
do ciebie

wiem mówiłaś
bym nie szedł
a ja wiedziałem swoje
tylko o ciebie się boję
i twój artretyzm

ktoś strzelił mi dzisiaj w plecy
jakiś Kurt czy
Wolfgang Amadeusz
chcę już spać
zostało niewielu

wesprzyj ich  Boże!
nie pozwól
Mamo?

Lament podhalański

Zacznę od jednego z moich ulubionych utworów. Napisany w listopadzie 2014 roku. Poświęciłem go Tetmajerowi i wszystkim, którzy kochają góry..

Jak ktoś lubi sobie nucić, to melodia oczywiście „Krywaniu, Krywaniu” 8-)

Lament podhalański

Boże mój mgłą białą  z wysoka
spadłeś na ten łez padół
z obłoka
po cierpieniach moich myśl
swą snujesz
zimną ręką grzechy mi
darujesz

mgło moja  Boże mój schodzisz z gór
w kapeluszu mym tykasz
orlich piór
po dolinach i turniach
tuman twój
myśli moje rozsypał
rozsypał

Boże mój mgłą czystą dziewiczą
sponad smreków dziś koisz
me lico
sponad smreków gasisz ból
w mych skroniach
mgło dziewicza mgło
nieposkromiona

w strumieniu  w strumieniu w szerokim
będą jeszcze pływały
obłoki
będą jeszcze gwiazdy haw
jak w niebie
mgło ty moja zabierz mnie
do siebie

 Page 6 of 6  « First  ... « 2  3  4  5  6